Było to w trasie, słonko skwierczało
A z podkoszulkiem sklejone ciało
Czegoś by chciało
Czegoś by chciało
Wiec ja mu naprzeciw, tak dla ugody
Na grzbiet wylałam wiaderko wody
A ono - mimo, że wychłodniało
Znów czegoś chciało
No, może za dużo coś wczoraj zjadło
Może uwiera go w boku sadło
Może by chciało pójśa do lekarza
Nie, nie - powtarza, nie, nie - powtarza
Na nic sposobów różnych próbuje
Ciałku wyraźnie czegoś brakuje
To sie zaziebi, to sie zapoci
To zechce śledzi, to znów łakoci
Wiec, myśle ci ja sobie - załatwie tego drania
Nastawiam budzik pośrodku spania
I ciemną nocą to cielsko budze
Patrze, a ono takie jakby cudze
Kreci sie, wierci, coś kryje na dnie
Lecz każdym nerwem czuje dokładnie
e nie chce wyznaa mnie - byle komu
e bardzo lubi siedziea w domu
Ja scene kocham, ja scene szanuje
Ja sie na scenie bardzo dobrze czuje
Lecz woże z sobą te kupe złomu
Co bardzo lubi siedziea w domu
Ludzie, chłopaki, profesorze
Kto w takiej wojnie wygraa może
Gdy ciało do powrotu zmusza
A znów na scene ciągnie dusza
I tak pietnaście lat przeleciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało
Ja i to ciało
Ciao!
|